ZNAKI CZASU i KATAKUMBY

TRZEBA UFAĆ BOGU I MIEĆ NADZIEJĘ!

Od red. naszepismo.pl 

… W ostatnich artykułach ZNAKI CZASU i KATAKUMBY autorstwa p. Jolanty V. Miarki w dziale „W kręgu wiary i tradycji” poruszono m.in. dwa bardzo ważne tematy związane z naszą katolicką wiarą i tradycją. Przesyłam do Naszego Pisma artykuł związany tematycznie pt. „Kościół katolicki zejdzie do katakumb?  Proroctwo Ratzingera wypełnia się na naszych oczach” – napisał do nas Czytelnik (i współpracownik Naszego Pisma – dwumiesięcznik) p. Andrzej Jaroń z Warszawy i przekazał nam poniższy artykuł – uważając, że jest to publikacja nie mieszcząca się w ramkach przeznaczonych na komentarz. Autorką tej publikacji jest p. Anna Wiejak: Dziennikarka i publicystka. Absolwentka Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego.

„Kościół katolicki zejdzie do katakumb?  Proroctwo Ratzingera wypełnia się na naszych oczach”

„Sytuacja z koronawirusem jest w historii w takim zakresie, ponieważ po raz pierwszy od czasu prześladowania chrześcijan w pierwszych wiekach w pogańskim Imperium Rzymskim nabożeństwa zostały wstrzymane, w szczególności w okresie Wielkanocy. Jest to bardzo znaczące i w mojej opinii ma głębokie duchowe znaczenie” – powiedział bp Athanasius Schneider w rozmowie z portalem Life Site News. W jego ocenie może to być Boża interwencja mająca wstrząsnąć światem i wzywać do nawrócenia.

To może być wezwanie Boga. Interwencja!? W mojej ocenie, jest to Boża interwencja nie tylko dla całego świata, aby obudzić ludzi, lecz również dla Kościoła, przede wszystkim dla Kościoła, aby się obudził i był bardziej poważny. W tych chwilach, kiedy jesteśmy pozbawieni jako katolicy na całym świecie Mszy świętej i sakramentów, jest to wezwanie Boże do księży, do biskupów, do papieża, aby zdobyli się na refleksję, pokutę, aby prosili Boga o przebaczenie za wszystkie grzechy, które zostały popełnione w ciągu ostatnich dekad w łonie Kościoła. W szczególności te grzechy, które zostały popełnione w odniesieniu do sakramentów, w szczególności zaś Mszy świętej, Eucharystii, Komunii Świętej –  mówił bp Athanasius Schneider w rozmowie w LifeSiteNews, odnosząc się przede wszystkim do sytuacji na Zachodzie Europy.

Europa już dawno zaczęła odchodzić od Boga

Warto w tym miejscu uświadomić sobie, że Kościół to nie tylko księża, czy biskupi, ale cała wspólnota ludzi ochrzczonych. Mówiąc zaś o grzechach w łonie Kościoła, należy mieć na uwadze również te, których dopuszczali się świeccy wierni. Pod tym względem sytuacja jest szczególnie dramatyczna w Niemczech, gdzie na porządku dziennym jest udzielanie Komunii Świętej osobom rozwiedzionym i żyjącym w ponownych związkach, które przyjmują ten sakrament w sposób świętokradczy. Trafiają się również tacy kapłani, którzy – o zgrozo! – błogosławią parom homoseksualnym. Co więcej, od lat kościoły są albo burzone, albo zmieniane w miejsca rozrywki: baseny, czy dyskoteki.

Praktykowane w wielu krajach udzielanie Komunii Świętej na rękę, stwarzające możliwość profanacji Najświętszego Sakramentu też nie jest bez znaczenia. Będąc kilka lat temu we Włoszech i uczestnicząc tam w Mszy świętej widziałam, jak osoby podchodzące do Komunii Świętej w zdecydowanej większości nawet nie przyklękały przed Jej przyjęciem, przez co kolejki do kielicha z Eucharystią niewiele różniły się od tych do kas supermarketów.

Notre Dame

Z kolei we Francji najlepszym symbolem utraty przywiązania tego kraju do katolickiej wiary wydaje się być spalony dach katedry Notre Dame, który spłonął w co najmniej dziwnych okolicznościach i w zasadzie nikt z władz nie jest zainteresowany, aby go odbudować. I chociaż liczni darczyńcy przekazali na ten cel 850 mln euro, a prezydent Emmanuel Macron wyznaczył osobę odpowiedzialną za odbudowę, to od roku niewiele się w tej materii dzieje. Coraz częściej zaś pojawiają się głosy, że świątyni nie da się odbudować. Dlaczego? Tego nikt głośno nie mówi.

Nie lepiej jest w Wielkiej Brytanii. Tam z powodu koronawirusa zamknięto wszystkie kościoły, ale serca wielu Brytyjczyków na Pana Boga – jeżeli wierzyć posługującym tam duszpasterzom – zamknęły się dużo wcześniej i epidemiaCovid-19 nie miała z tym nic wspólnego.

Problemem wszystkich tych krajów jest to, że  w miejsce płynących z Ewangelii wartości weszła ideologia antywartości, wpływając również na życie duchowe i je deformując. Osłabiła ona wiernych, z których wielu – zwiedzionych źle rozumianą tolerancją – ma często poważne trudności z odróżnieniem dobra od zła.

Ten wstrząs ma nas obudzić

W tej chwili jesteśmy pozbawieni Komunii Świętej i może Bóg przez to mówi: „Znieważyliście Mnie, deptaliście Mnie pięćdziesiąt lat w kościołach, a teraz wam to zostało zabrane”. Oczywiście na pewien czas. Czasami Bóg czynił tak w dziejach zbawienia, aby upominać swój lud, swoje dzieci. Jest to zatem wyrok Boga. Kara, ale kara kochającego Ojca, który chce, aby jego dzieci się obudziły, aby się do Niego zbliżyły przez te niezwykłe znaki. Aby pokutowały, ale również miały głębszy szacunek do Sakramentów, w szczególności zaś do Mszy świętej – wskazuje bp Schneider i każdy z nas – również w Polsce – powinien wziąć sobie te słowa głęboko do serca. Wprawdzie jako naród nie jesteśmy tak nieczuli na sacrum i zideologizowani, jak społeczeństwa Europy Zachodniej, ale laicka antykultura coraz mocniej forsuje nasze bramy, stąd konieczność zachowania czujności.

W ocenie bp Schneidera nie jest wykluczone, że Kościół katolicki w obecnej sytuacji zacznie schodzić do katakumb, aby tam przeżyć duchowe odrodzenie.

FOTO: ZAMORDOWANA ŚW. CECYLIA – KATAKUMBY KALKISTA
JOLANTA V. MIARKA/ 28.02.2020

Nie możemy być pełni obaw, ale odważni, ponieważ Kościół ma długie i dobre doświadczenie bycia Kościołem w katakumbach, bycia Kościołem w podziemiach. W tych czasach katakumb Bóg dał wiele duchowych owoców dla odnowy Kościoła – przekonuje hierarcha.

W tym miejscu nasuwają się słowa kard. Ratzingera, późniejszego Benedykta XVI, który powiedział „Kościół czeka poważny kryzys, który drastycznie ograniczy liczbę wiernych i jego wpływy. Odrodzony będzie niewielką, ale bardziej uduchowioną wspólnotą”.

To swoiste proroctwo zostało wypowiedziane w 1969 roku na antenie jednej z rozgłośni w Hesji. Przyszły papież mówił wówczas, iż ludzie uświadomią sobie, że ich egzystencja oznacza “nieopisaną samotność”, a zdając sobie sprawę z utraty z pola widzenia Boga, odczują grozę własnej nędzy”. Wtedy – i dopiero wtedy – “w małej owczarni wierzących odkryją coś zupełnie nowego: nadzieję dla siebie, odpowiedź, której zawsze szukali”.

Epidemia jasno ukazała nam grozę własnej nędzy. Podobnie zresztą zachodnioeuropejskim społeczeństwom. Pytanie tylko, jak na to odpowiemy: wiarą i nawróceniem, czy definitywnym odrzuceniem Bożego synostwa?

Trzeba ufać Bogu i mieć nadzieję

Może ta interwencja ma na celu oczyszczenie Kościoła przez prześladowanie? W mojej ocenie w przeciwnym bowiem wypadku w naszych czasach Kościół nie mógłby być oczyszczony i obudzony, ponieważ zamęt, herezje w doktrynie, w moralności, w liturgii jest tak szeroko rozpowszechniony i tak głęboko wniknął w życie Kościoła – trafnie zauważa bp Schneider w rozmowie z LifeSiteNews, dodając, iż „Bóg jest tym, który ma wszystko w swoich rękach”. Musimy mieć tą ufność, tą nadzieję – podkreśla.

***

Autorka artykułu p. Anna Wiejak

Jakakolwiek by nie była przyszłość Kościoła i czegokolwiek by nie przyniosła, warto zauważyć, że pandemia koronawirusa dokonała jednego – zweryfikowała wiarę, odzierając ludzkie postawy z pozorów i stawiając w prawdzie. Jeżeli chrześcijaństwo w Europie Zachodniej się odrodzi, nie będzie z pewnością tym, które obserwowaliśmy przez ostatnie lata. Pan Bóg nie da sobie narzucić żadnej ideologii, a dopust w postaci epidemii jest na to najlepszym dowodem.

Anna Wiejak: Dziennikarka i publicystka. Absolwentka Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego

***

Dziękujemy tym wszystkim którzy przyczynili się do publikacji tego artykułu. Red. naszepismo.pl

o*o*o*o*o*o*o*o*o*o*o*o*o*o*o

Śledź i polub nas:
7 komentarzy

Dodaj Komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *