Powstanie pamiętam jak dziś…
AUTOR: EWA MICHAŁOWSKA-WALKIEWICZ
Wtedy była tu Polska
Powstanie warszawskie, przez wielu patriotów, nazywane jest … „krzykiem zrozpaczonej stolicy”… Była to zorganizowana przez Armię Krajową walka zbrojna, wymierzona przeciwko niemieckiemu najeźdźcy. Datę rozpoczęcia pierwszych powstańczych walk, ustalono na dzień 1 VIII 1944 roku, o godzinie 17.00, która w celach konspiracyjnych, nazwana była godziną „W”.
W pierwszych dniach trwającego w stolicy powstania, wzięło udział ponad 23 tysiące polskich żołnierzy. Armia Krajowa dysponowała wówczas niewieloma fachowo wyszkolonymi żołnierzami, z których znikomy procent posiadał na wyposażeniu broń krótką. Do żołnierzy AK, wkrótce dołączyły też jednostki Narodowych Sił Zbrojnych, które posiadały 800 żołnierzy, wśród nich były też oddziały Armii Ludowej, w których szeregach walczyło ponad pół tysiąca żołnierzy. Nie można w tym miejscu nie wspomnieć o tym, że czynny udział w powstaniu wzięła także ludność cywilna, która za wszelką cenę chciała wydrzeć z mocy uzbrojonego po zęby niemieckiego okupanta, swoje kochane miasto.

Miałam wtedy 13 lat…tak swoją opowieść o powstaniu warszawskim zaczyna Sabina Gryszkiewicz, obecnie mieszkająca w Skarżysku- Kamiennej. Dookoła na wietrze łopotały biało – czerwone chorągwie, wszędzie zapanowała wielka radość, raz jeszcze poczuliśmy się Polakami…
– Mieszkałam wówczas razem z braćmi i rodzicami na ulicy Solnej w Warszawie. Po tylu latach udręki, jaką zasiał w nas niemiecki okupant, nareszcie poczuliśmy się wolnymi Polakami, gdy dnia 1 sierpnia 1944 roku, o godzinie 17.00 wszyscy ci, którym droga była nasza ojczyzna ruszyli w powstańczy bój – opisuje Sabina Gryszkiewicz.
Mimo pani bardzo młodego wieku, czy brała pani udział w tym patriotycznym zrywie?

Ależ oczywiście. Każdy z powstańców, musiał mieć na rękawie munduru czy też kurtki, biało- czerwoną opaskę powstańca. Już w parę godzin po rozpoczęciu powstania, było ogromne zapotrzebowanie na właśnie takie opaski. Wraz z koleżankami i sąsiadkami z mojego bloku, szyłyśmy je, będąc ogromnie szczęśliwymi, bo wiedziałyśmy, że robimy to dla naszej ojczyzny.
Czy to prawda, że rozpoczęcie powstania było entuzjastycznie przyjęte przez mieszkańców miasta?
Przede wszystkim podkreślić należy, że tego dnia nikt z Polaków się nie bał. Wszyscy wybiegaliśmy na ulice i skwery, krzycząc Niech żyje Polska. Wszędzie panowała wielka radość, a śpiew wtedy jeszcze zakazanych piosenek, utwierdzał nas w przekonaniu, że wkrótce będziemy tu mieli wolną ojczyznę. Nasze oddziały powstańcze były bardzo kiepsko wyposażone w broń i amunicję ręczną. Ratunkiem dla nas wtedy były butelki napełnione benzyną, które też potrafiły spowodować spore straty w zbrojnych drużynach wroga. Nasi rodzice wiedzieli, że sami Polacy nie poradzą sobie z uzbrojonym po zęby niemieckim najeźdźcą. Ale wszyscy czekali, że pomogą nam Rosjanie, rezydujący na prawym brzegu Wisły. Tak się jednak nie stało. Pamiętaliśmy dokładnie datę 17 września 1939 roku, zatem raz jeszcze szybko do nas dotarło, że Rosjanie to bardzo krwiopijczy wobec Polaków naród- dopowiada rozmówczyni.
Co działo się w następnych dniach?
– Raz po raz, strach zaczął zaglądać nam w oczy. Bombardowaniom nie było końca. Te nieliczne miejskie schrony, podczas nalotów szybko się zapełniały, zatem nasze przyblokowe piwnice, często spełniały rolę schronów. Zdarzało się też i tak, że gdy zawalił się jakiś kilkupiętrowy budynek, zasypywane były gruzem piwnice, stanowiąc ogromne grobowiska dla ukrywających się tam ludzi. Jak zatem nietrudno się domyśleć, strach panoszył się wszędzie. Jednak, nie załamywaliśmy się na duchu i wciąż wierzyliśmy, że nastanie cud naszego wyzwolenia….
Dowódcą powstania, polskie oddziały Armii Krajowej mianowały generała brygady Antoniego Chruściela, noszącego pseudonim Monter. Do dnia 3 sierpnia 1944 roku, w rękach polskich znalazła się większa część Śródmieścia wraz z Powiślem, Stare Miasto, Żoliborz, Mokotów i Ochota. Nie zdołano jednak opanować Cytadeli, Dworca Gdańskiego i lotniska na Okęciu, gdzie szerzył się niemiecki terror wobec ludności cywilnej. Już kolejnego dnia, załamało się powstanie na Pradze, przez atakującą przyfrontową jednostkę niemiecką. Zgodnie ze specjalnym rozkazem Adolfa Hitlera, Niemcy w kontrolowanych przez siebie dzielnicach Warszawy, stosowali bezwzględny terror wobec ludności tego miasta. Strach znowu zapanował w sercach warszawiaków, ale nikt nie dawał za wygraną, wszyscy chcieli walczyć do końca.
Czy Pani, mimo wszystko wierzyła, że powstanie należeć będzie do wielkich polskich zwycięstw?
Oczywiście, że tak. Nawet nie specjalnie baliśmy się nalotów, wybuchów bomb i nagminnych rozstrzeliwań naszych kolegów i bliskich. Czara przemocy, jaką nałożył na nas Niemiec, w końcu się przebrała, a my za wszelką cenę chcieliśmy być wolni. Aby przedostać się z jednej dzielnicy miasta do drugiej, trzeba było iść kanałami, często wypełnionymi po brzegi wodą lub fekaliami. Niemcy wkrótce domyśleli się tego i niejednokrotnie wrzucali do tych kanałów granaty, by szybko pozbawić nas jakiejkolwiek komunikacji i łączności z innymi mieszkańcami miasta. Codziennie widziałam, jak na ulicach pięknego kiedyś miasta Warszawy, poniewierały się zwłoki ludzi, albo też pojedyncze członki ludzkiego ciała. Spaliśmy pod gołym niebem, bo już prawie nikt nie posiadał swojego domu. Z dnia na dzień, było nam coraz trudniej żyć. Brak wody pitnej, świeżego odzienia i żywności dawał się nam we znaki i powoli traciliśmy ufność w to, że kiedykolwiek znów będziemy wolnym narodem – dodaje kobieta.
Jaki moment utkwił pani najbardziej w pamięci?
Były to końcowe dni września, gdy ukryliśmy się wraz z braćmi, w podziemiach byłego teatru. Niemcy szybko wypatrzyli tę kryjówkę i przegnali nas stamtąd. Zaczęli nas pędzić przez ulicę Ogrodniczą, Białą i Chłodną. Gdzie będzie kres naszej wędrówki nie wiedzieliśmy, ale nam już było wszystko jedno. Czekaliśmy na swoją egzekucję, by w końcu raz na zawsze skończył się ten koszmar. Nie bałam się, pragnęłam jedynie rychłego końca tego, co zabrało mi najpiękniejsze lata mojego życia. Szliśmy nie wiadomo gdzie, dookoła było dużo wisielców i innych samobójców. My wiedzieliśmy, że wkrótce podzielimy ich los. Czekaliśmy tylko, kiedy to się stanie….Niemcy gnali nas dalej. W końcu nastała straszliwa rozpacz, kiedy to rozdzielono kobiety od mężczyzn. Było wielkie zamieszanie. W oddali widzieliśmy jak plonie nasza Warszawa i już wtedy wiedzieliśmy, że to koniec. Kobiety zapędzono do obozu w Pruszkowie. Był tam straszny brud, robactwo i szalejący tyfus, tutaj też śmierć często zaglądała nam w oczy. W obozie czekaliśmy kilka długich miesięcy, aż nas wyzwolili Amerykanie w styczniu 1945 roku. Mój starszy brat, uciekając dotarł aż do Berlina, gdzie jego bombardowanie oglądał stojąc pod drzewem. Po wojnie szybko odnaleźliśmy siebie. A dziś uważam, że przeżyłam to piekło, bym teraz mogła świadczyć o nim potomnym – kończy pani Sabina.

Ze względu na brak odpowiedniej ilości amunicji i pomocy z zewnątrz, powstanie zakończyło się niepowodzeniem. Dnia 23 września, skapitulował Czerniaków, jedyny zajęty przez AK rejon przylegający do Wisły. Po morderczych walkach, pod koniec września padł także Mokotów, a w pierwszych dniach października Żoliborz, który był kolebką polskiego zrywu narodowego. Straty powstańcze ocenia się na około 18 tysięcy zabitych i zaginionych Polaków, a rannych zaś było około 20 tysięcy ludzi. Ponad 25% budynków Warszawy, na terenach objętych walkami uległo całkowitemu zniszczeniu, a kolejne z nich Niemcy systematycznie burzyli. Ale i tak pokazaliśmy całemu światu, że potrafiliśmy upomnieć się o swoje, czyniąc wielu z naszych rodaków, prawdziwymi bohaterami.
EWA MICHAŁOWSKA- WALKIEWICZ

Powyżej: Dziewczynka nad grobem w ogrodzie przy Mazowieckiej 9
08.1944 Braun, Sylwester. ps. Kris.
Opis: Fotografia z powstania warszawskiego przedstawiająca dziewczynkę modlącą się nad grobem na prowizorycznym cmentarzu powstańczym w ogrodzie na tyłach posesji przy ulicy Mazowieckiej 9. Na krzyżu napis S + P | BO[…] ZALSKI | żył | przez 2 t [?] zm. 8. VIII | 1944. Po lewej na krzyżu napis: S + P | Gosposia z II [piętra] 4. VIII. 1944. W tle widoczny fragment domu Geodezyjnego Towarzystwa Akcyjnego „Kalisz” przy Mazowieckiej 11a (obecny adres Kredytowa 3a).
Autor opisu: Piotr Głogowski/Źródło Muzeum Warszawy [kolekcje]
Dziękujemy Pani Ewie
Ilustracje i opisy dodał Admin
######################## np.pl ########################

Wzruszyła mnie piosenka,, którą wnuczek (14 lat) odnalazł na Youtube i zagrał ją kiedy usiedliśmy wczoraj z całą rodziną do kolacji: „Dziś idę walczyć, Mamo!”
Ta piosenka to głos pokolenia przypominającego o cenie wolności i bezgranicznej miłości do Ojczyzny.
Ze smutkiem porównałem czas i gotowość obecnego pokolenia, które śpiewa piosenki „ośmiogwiazdkowe”, a za swoje kolorowe logo wybrało papugę ściskającą pawia.
Gotowość do wstąpienia do wojska deklaruje jedynie 10,7 proc. dorosłych Polaków, Z kolei 25 proc. badanych przyznało, że w razie wybuchu wojny nie podjęliby żadnych działań, A na ucieczkę za granicę zdecydowaliby się wyborcy koalicji rządzącej – taki krok deklaruje 23 proc. KOalicyjnyc lemingów.
Tylko 1/3 młodych Polaków potrafi poprawnie wskazać datę wybuchu Powstania Warszawskiego.
Tylko życia, tylko zdrowia, tylko tej bohaterskiej powstańczej młodości mi żal.
PS. Oficjalnie najmłodszym powstańcem był 11-letni Witold Modelski ”Warszawiak”. Uciekł z domu, by walczyć i, co ciekawe, przybył z własną bronią.
Szymon Lipski
Pani Ewo,
Pani Sabina powiedziała, że spędzili w obozie kilka miesięcy i potem uratowali ich Amerykanie. Czy wie Pani, gdzie był ten obóz? Słyszałam tylko o gnaniu ludzi z powstania do Pruszkowa.
Może dobrze jeszcze dodać w tym artykule, że ogólnie w Powstaniu Warszawskim zginęło od 150 do 200 tysięcy ludności cywilnej, a niektórzy historycy twierdzą, że 250 tysięcy.