Wyjątkowy spacer rodzinny
AUTOR: EWA MICHAŁOWSKA-WALKIEWICZ
Wspomnienie dawnych lat
Jest to miejsce ciche, często zapomniane
Kryje cudze życie, w księgach zapisane
To nasza historia, śmiercią zaznaczona
Los niesprawiedliwy, grobem zasklepiony…
***

Chodząc cmentarnymi alejami, nierzadko napotkać można dawno już zapomniane groby wielkich bohaterów, których nazwisk już dziś nikt nie pamięta. Są oni dla nas solidną bazą naszej historii narodowej,… i świadkiem tego, co zgotował im los.
– Spacery po cmentarnych alejkach, stanowią w moim życiu pewnego rodzaju rytuał, podczas którego oddaje się błogim wspomnieniom minionych lat, stanowiących już odległą, ale na wskroś naszą historię – relacjonuje Adam Szeląg poeta z Zakopanego, którego ojciec urodził się w Holandii. Wraz ze swą żoną poślubioną w Holandii, postanowili początkowo zamieszkać we Francji a następnie w Polsce.
Te popołudniowe spacery, należą prawie do kultowych, ponieważ zawsze bierze w nich udział mój wuj Alfons, uczestnik kampanii wrześniowej z 1939 roku, którego ojciec zginął rozstrzelany przez Rosjan, za śmiały udział w ulicznych demonstracjach robotniczej braci w 1905 roku. Dzięki tym wieczornym wędrówkom to, co miało miejsce ponad sto lat temu, ożywa we mnie na nowo i po raz kolejny czuję się znów Polakiem, przesiąkniętym latami zaborów, czasem robotniczej poniewierki i okresem II wojny światowej, która zebrała ogromne żniwo z tych, którzy ponad wszystko pragnęli zostać ludźmi wolnymi- dodaje Adam. Ponad połowa członków mojej rodziny, spoczywa na małopolskim cmentarzu, kryjącym szczątki wielkich bohaterów, których nazwisk już dziś się nie pamięta.
Obecny na tych spacerach mój wuj Alfons Szeląg, w sposób bardzo dokładny opisuje mi czas, w którym jego ojciec wraz z kolegami z ówczesnych zakładów przemysłowych w Krakowie, gromko upomnieli się o swoje robotnicze prawa. Chociaż wtedy był on małym chłopcem, swoją wiedzę bazuje na relacjach matki, która doskonale pamiętała czas, gdy został aresztowany jej mąż pracujący po szesnaście godzin na dobę, za skromne świadczenie pieniężne, wystarczające jedynie na byle, jaki obiad dla całej rodziny.
Klaso robotnicza, tyś w popiół zmieciona
Tyś była opluta, i butem zdeptana
Z biegiem czasu jesteś usprawiedliwiona
Ty wiesz co to bicie, rękami tyrana…
Pochylając się wraz z wujem nad mogiłą pomordowanych polskich bohaterów z 1905 roku, raz jeszcze powraca w nas ten czas, gdzie zapłata za wykonywaną pracę, wystarczała jedynie na skromny wikt, bez możliwości zakupu innych jakże potrzebnych do życia produktów. W mogile, w której spoczywają prochy moich bliskich, – opowiada pan Adam, jest zamknięty obraz naszej rzeczywistości, która spływając gorzką łzą po policzkach wdów i sierot, chciała raz na zawsze wymazać ten podły czas, o którym tak wiele osób chciałoby zapomnieć. Ale przecież wszyscy wiemy, że tego uczynić nam nie wolno, tak jak nie wolno jest nam zapomnieć, że jesteśmy Polakami, wyrosłymi na tym właśnie skrawku ziemi, naszych dziadów i ojców. – Był to rok 1905, zima szalała za oknami, a potężny mróz na każdym kroku dawał o sobie znać malując swoje cudne ornamenty, po szybach słabo ogrzanej mojej rodzinnej chatki- opowiada pan Alfons. Historię tę, opowiedziała mi moja matka, która przez bardzo długi czas, nie mogła dojść do równowagi psychicznej, powracając do tego okresu, gdy jej mąż a nasz ojciec, udał się rano na uliczną demonstrację, w której wszyscy robotnicy, upatrywali powrotu długo oczekiwanej sprawiedliwości. W noc poprzedzającą wspomniane zajście, ojciec wraz z kolegami, malował na deskach i kokardach różne hasła, które miały zagrzewać wszystkich demonstrantów do publicznych wystąpień. Z uśmiechem na ustach, wyszedł ojciec z domu, dnia 4 lutego 1905 roku i jeszcze w progu, krzyczał radośnie, że pokaże on i jego koledzy zdziercom fabrykantom, co to jest robotniczy honor i duma – opisuje ze łzami w oczach starszy pan.
Nasz oręż to ręce, pracą poniszczone Serca,
choć ochotne, batem zniewolone
Choć głodni, i biedni o swoje walczymy
Być może pragnienia we krwi utopimy…
Lecz co tam, śmierć przecież każdemu pisana
W murach Cytadeli czy też na Pawiaku
Widać taki los twój ojczyzno kochana
Chyba takie życie każdego z Polaków

Już parę godzin od wyjścia ojca z domu, dało się słyszeć wrogie strzelanie na ulicy naszego miasteczka, po którym ani ojciec, ani żaden z jego kolegów, nie powrócili już do swych domów – kończy Alfons Szeląg. Spacerując po tych cmentarnych alejkach, można dogłębnie się zatracić w tym, co dotknęło tych ludzi, pragnących jedynie sprawiedliwości i dobra, które przecież należy się każdemu człowiekowi.
– Wuj Alfons był uczestnikiem września 1939 roku, i będąc pod rozkazami kapitana Raginisa, walczył nad Wizną, z nazistowskim najeźdźcą. Nigdzie indziej jak właśnie wśród tych mogił milczących i porosłych już mchem kamiennych obelisków, wuj opowiada o swoich przeżyciach, bohaterstwie polskiego obrońcy i odwadze, której tylko Polakowi można było pozazdrościć – sądzi pan Adam. Jeszcze raz właśnie w tym miejscu pragnę podkreślić, ile dla mnie znaczy taki kontakt ze starszymi członkami mojej rodziny, którzy stanowią prawdziwą kopalnię wiedzy historycznej, którą bardzo chętnie dzielą się z młodszym pokoleniem. Wartość rodziny, dla mnie jest czymś priorytetowym, bo właśnie jej dzieje i jej historia, stanowią dla mnie solidne ugruntowanie człowieczeństwa. Aby bardziej poznać czas, który już dawno odpłynął, pytam się mojego ukochanego wujka, o dokładne relacje z tych dni, które dla niego stanowiły niegdyś codzienność.
Nie zapomnę tego, choć już lat jest tyle
Sięgam wciąż do czasu, gdy polskie Termopile
Broniłem zacięcie z panem kapitanem
Gdy moi koledzy polegli nad ranem….
Gdy się czas niewoli odezwał po latach
Płacze matka syna, no i siostra brata
Gdy doczekam czasu wolności ojczyzny
O prawdzie tej gadać, będą polskie blizny…

Pamiętam, – dodaje pan Alfons, jak w 1939 roku, w okolicy Wizny usytuowany został jeden z ważniejszych punktów polskiej linii obronnej opartej o rzekę Narew. Miasto Wizna, było niezwykle ważnym punktem strategicznym. Bazę naszego oporu, tworzyła nieukończona linia fortyfikacji budowana od wiosny 1939 roku, ciągnąca się na przestrzeni kilku kilometrów. Dowódcą tego odcinka, był kapitan Władysław Raginis. Walki o Wiznę trwały do dnia 14 września 1939 roku. Punkt oporu w okolicach Wizny jest nazywany polskimi Termopilami.720 Polaków odpierało atak liczącego ponad 54 tysięcy żołnierzy XIX korpusu pancernego dowodzonego przez niemieckiego generała Guderiana – opisuje pan Alfons. Oddziały polskie broniły się z dużym bohaterstwem, opóźniając z godziny na godzinę kolejne ataki niemieckiego korpusu. Symbolem oporu stał się dowódca odcinka, który po kapitulacji ostatniego schronu nie opuścił bronionej przez siebie pozycji, wysadzając się granatem. Polscy żołnierze poddali się dopiero po tym, jak Guderian zagroził rozstrzelaniem jeńców wojennych. To było straszne, ale na wskroś polskie bohaterstwo, naznaczone krwią i odwagą naszego żołnierza – płacze pan Szeląg. Zatem gdy teraz po tylu latach, przechadzam się po cmentarzu, dociera do mojej świadomości, że przecież i ja mogłem tu już spoczywać. Dlatego cieszę się tym, że jeszcze jestem,… i mogę relacjonować to, czego byłem świadkiem. – Opowieści wuja, stanowią nieoszacowaną wprost wartość historyczną, naszej rodziny. Dzięki niemu potrafimy się szanować i odkrywać każdego dnia to, co gotuje nam los i życie. Dzięki takim osobom jak nasz bohater spod Wizny, kochamy się nawzajem, i kochamy także tych, z którymi dzielimy nasz los. To bardzo chlubne, mieć starszych ludzi wokół siebie, to prawdziwi mędrcy życiowi i kapłani domowego ogniska. Jak pojadę kiedyś do Holandii, tam też chcę świadczyć o tym co było i co doświadczył świat- dopowiada Adam Szeląg.
Siwe włosy, na ich głowie
Prawdziwą koroną
Oni dumą naszą drogą i dobrą ostoją
Starszy człowiek, to podstawa jest każdej rodziny
W nim jest miłość, w nim jest rada
Za nim dobre czyny…
***
EWA MICHAŁOWSKA -WALKIEWICZ
DZIĘKUJEMY I POZDRAWIAMY/ ILUSTRACJE DODAŁ ADMIN
######################## np.pl ########################

piękny tekst
Podoba sie