CZ.1. JELEŚNIA
OSTATNI LOT AMERYKAŃSKIEGO BOMBOWCA W PAMIĘCI BOHATERÓW I ŚWIADKÓW ZDARZENIA
Liberator B-24
AUTOR; PUŁKOWNIK STANISŁAW WOJDYŁA

Dla naszepismo.pl przekazał Andrzej Balcerzak
Koniecznością a nawet obowiązkiem Krakowskiego Oddziału Stowarzyszenia Seniorów Lotnictwa Wojskowego RP jest upamiętnianie wszystkich nacji lotniczych, którzy oddali swoje życie nad Małopolską. Jednym z takich mało znanych epizodów ostatniej wojny jest aktywność amerykańskiego lotnictwa w wyzwoleniu naszej Ojczyzny od okupacji niemieckiej. Przez długie lata loty operacyjne USAAF na cele znajdujące się na ziemiach polskich, były skrzętnie usuwane w cień i niebyt historyczny, ponieważ mówiono, że wolność przyszła tylko ze wschodu. Nad Europą poległo 41 802 lotników Sił Powietrznych Stanów Zjednoczonych. Co dwudziesty zginął nad naszym krajem. Małopolska jako przestrzeń przelotowa dla walczącej Warszawy, Armii Krajowej czy partyzantów, stała się dnem powietrznego oceanu dla dziesiątków spadających wraków latających maszyn, spadochronów tych którzy ocaleli i szczątki tych którzy oddali swoje młode życie dla naszej Ojczyzny. Naszym obowiązkiem jest czynić wszystko, aby pamięć powróciła do tych co zapomnieli, a pozostała na zawsze u tych co pamiętają.
Jednym z tych zapomnianych rozdziałów II wojny światowej, są bombardowania obiektów przemysłowych III Rzeszy na Śląsku, przez lotnictwo amerykańskich sił powietrznych. Amerykańskie bombowce, dążąc do z maksymalizowania strat przemysłu III Rzeszy, zdecydowali się na bombardowanie dzienne. Narażając się na większe straty od ognia artylerii i myśliwców, ale byli w stanie celniej uderzać w wybrane cele przemysłowe, minimalizując straty w śród ludności cywilnej. Pomimo już wyzwolonych ziem polskich od Niemców, niestety zajętych przez wojska rosyjskie, nie można było uzyskać zgody na lądowanie na tych terenach. Nad samym celem i poza celem w Polsce zostało strąconych 57 maszyn, a w całej akcji podczas nalotów na Śląsk zniszczeniu uległo 316 samolotów.

Pomnik „Liberatora” B-24 J w Jeleśni Takim samolotem z bohaterską załogą był „Liberator B-24” J-10DT „Dinah Might”. Samolot wystartował z lotniska Spinazzola na południu Włoch 13-go września 1944 roku. Jego celem był przelot 1100 km nad Śląsk, dokonać z rzutu 8 bomb (po 500 funtów każda) oraz bezpieczny powrót do bazy. Cel to duże zakłady benzyny syntetycznej a także rafinerie. Niestety, kiedy maszyna była na kursie bojowym do zrzutu nad celem, została ostrzelana przez artylerie przeciwlotniczą, która uszkodził dwa prawe silniki i kadłub. Samolot zaczął tracić wysokość. Dokonał zrzutu sześciu bomb, dwie pozostałe zostały zablokowane w uszkodzonym samolocie i zostały zrzucone w Przyborowie w terenie niezabudowanym. Padła komenda na opuszczenie samolotu. Czterech członków załogi zdążyło opuścić samolot, który zniżał się i szukał miejsca, by bezpiecznie wylądować. Pozostali byli zmuszeni lądować na polach w Jeleśni. Dwóch młodych członków załogi poniosło śmierć. Pozostałych ośmiu lotników trafiło do hitlerowskiej niewoli. Tutaj zaczyna się opowieść naocznego świadka pana Jana Suchonia, który wtedy miał 10 lat.
Ja osobiście widziałem przelot tych samolotów a następnie ich powrotny lot. Jeden z nich wyłonił się nad górą i leciał bardzo nisko. Zakręcił koło a my wyszliśmy z podwórka na górkę. Wtedy usłyszeliśmy taki rumor, hałas, uderzenie i pobiegliśmy do niego Z samolotu wyszedł pilot, jakiś lotnik leżał, ktoś tam przy nim był….Samolot był przełamany na pół…Pobiegliśmy ze strachem do szkoły….Jak wróciłem ze szkoły, pobiegłem z powrotem…Widziałem jak nieśli rannego na karabinie jak na siodełku …Po jakimś czasie przyjechał lekarz….udzielał im tam jakiejś pomocy medycznej….Widzieliśmy, że jednego dnia zabrali silniki, innego znów coś jeszcze, śmigło zabrali…bo go demontowali i zawozili na stację kolejową ….Po wojnie niepolitycznie było mówić po niemiecku….Jak była „zimna wojna”, bardzo niepolitycznie było mówić o Amerykanach i dobrze ich wychwalać…Oczywistą rzeczą było…ludzie byli kontra władzy komunistycznej…byli kapusie jak się kawały opowiadało o Rosjanach, że są ciężkie czasy, czy o Katyniu. …
„tym ludziom należało się podziękowanie”

( z wypowiedzi inicjatora i fundatora pomnika pana Jana Suchonia)
Obok: Dzwon w kaplicy w Przyborowie Przypadek sprawił, że pan Jan Suchoń przejeżdżając przez swoje dawne rodzinne strony, zechciał odwiedzić piękną kaplice w Przyborowie zbudowaną w 1946 roku, by podziękować Bogu za ocalenie ich miejscowości przed wysiedleniem podczas wojny. Z części bomby, którą zrzucono z „Liberatora” „Dinach Might” wykonano dzwon, który wisi tam do dziś i spełnia swoje przeznaczenie. Okazało się, że niewiele osób wie skąd się wziął, czyli niewiele osób pamięta co się wydarzyło 13 września 1944 roku w Jeleśni. Pamięć o awaryjnym lądowaniu „Liberatora”, tak mocno się zapisała w pamięci pana Suchonia, że zależało mu na prostym ludzkim podziękowaniu amerykańskim lotnikom, i aby pamięć o załodze „Dinah Might” przetrwała kolejne pokolenia.
Dzisiaj jestem tego świadomy, że tych dziesięciu chłopców wieku 19 – 26 lat o Polsce nie wiedziało nic, co to za kraj, nie znali historii…w sadzili w pudło samolotu i kazali lecieć, walczyć i ginąć! Oni nam nieśli pomoc i nadzieje, pomagali nam i jak by na to nie patrzeć, uważam, że ktoś powinien im podziękować. To nie jest ważne, że ja to zrobiłem, tu nie powinno się używać wielkich słów. Czasem słowo „dziękuję” więcej znaczy niż wielkie przemówienia. Szczere podziękowanie i nic więcej.
Na obelisku z czarnego granitu widnieje wizerunek „Liberatora”, powiększonego w stosunku do innych samolotów z eskadry, lecących w szyku bojowym, od którego „Dinah Might” już się odłącza i będzie szukał miejsca do przymusowego lądowania. Wyryto nazwiska członków załogi i napis: pamięci tych, którzy nieśli wolność. Wiersz Williama Yeatsa wyryty na pomniku (w języku angielskim i polskim) jest poświęcony amerykańskim lotnikom, o tym jak Irlandzki lotnik przeczuwa swoją śmierć.
„Wiem że do kresu zbliżę się przeznaczeń// W chmurach przeszytych na nieboskłonie;// Nie nienawidzę tych, z którymi walczę// Nie umiem kochać tych, których bronię.// Nie obowiązek wzywał mnie do bitew, Patos orędzia czy poklask tłumu// Własne pragnienia porwały mnie skryte// W nieba wrzawę i obłoków tumult.// Wszystko zważyłem i przywiodłem na myśl,// Wielka otchłań przyszłość moją wchłania//
I przeszłość w wielkiej waży się otchłani// Na szlak życia i umierania”./Jeleśnia k. Żywca B-24 J „DINACH MIGHT”
CDN
##################### np.pl ######################
