Cz. 13. Lekarz świadek cudów

Motto: „Głównym celem życia jest powiększać zgodnie z naszymi zdolnościami, naszą wiedzę o Bogu i pod Jego wpływem wielbić Go oraz Mu dziękować”. J.R.R. Tolkien

Ksiązka Lekarz Swiadek Cudów została wydana nakładem Wydawnictwa Petrus z Krakowa – rok wydania 2023 ( wznowienie 2024): https://www.wydawnictwopetrus.pl/

Składam podziękowania na ręce Pana Doktora Pawła Piotrowskiego, Dyrektora Wydawnictwa Petrus, za wszelką życzliwość oraz wiele lat promocji wartości ogólnoludzkich i chrześcijańskich w wydawanych przez Wydawnictwo Petrus książkach,

AUTOR: ANDRZEJ CHODACKI

TELEFON OD BOGA

1 ^

Czekałem na ważną rozmowę telefoniczną. Już kilka razy próbowałem połączyć się z sekretariatem profesora, bezskutecznie. Prosiłem więc Boga, aby mi dopomógł. I wtedy usłyszałem rozmowę tych dwóch kobiet. Potem płacz. Jedna z nich płakała, druga robiła jej wyrzuty. Zaabsorbowany swoimi sprawami spróbowałem jeszcze raz zadzwonić i odebrała sekretarka, Alleluja, połączy­ła mnie z profesorem, a ten zgodził się przyjąć mnie w sprawie ciężko chorej osoby. Uradowany, dziękując – Bogu, ruszyłem w drogę powrotną i natknąłem się na te dwie kobiety.

Mogłem pójść dalej, ale coś mnie za­trzymało przy nich. Zupełnie fantastyczna potrzeba, aby pocieszyć chorą, tę, która płakała. Dotknąłem jej ramienia i zobaczyłem lęk w jej oczach. Widziałem, jak zmienia się jej twarz w miarę jak padały kolejne słowa. Tymczasem druga kobieta, pewnie jej córka, słysząc to co mówię, zaczęła także płakać. Chora zdawała pytania, odpowiadałem bez chwili zwłoki. Bóg mówił z moje­go serca. Byłem pewny, że przyszło na nią pocieszenie, błogosławiłem je i poszedłem dalej. Co tam się stało w ich sercach, gdy nagle obcy lekarz zaczął mówi do nich w taki sposób, jakby przyglądał ich historię choro­by? Przecież nie mógł nic wiedzieć o tym, bo widział je pierwszy raz.

Nigdy się nie dowiedziałem, co stało się dalej. Na­wet nie chcę wiedzieć. Ale jedno wiem na pewno – Bóg pokazał w tej chorej kobiecie swoją twarz pełną miło­ści. Pokazał jej, jak bardzo jest nią zainteresowany. Jak bardzo Mu zależy, aby trwała przy Nim. To wiem na pewno. I tyle mi wystarczy.

MARSKOŚĆ DUSZY

2 ^

Biedne, wyniszczone przez nałogi postacie rzucają błyski rozbieganymi oczami. Jeden z nich pali ostatnie­go przed operacją papierosa. Dziś mają mu wyciąć krtań z powodu raka. Jedynym zmartwieniem tego człowieka jest teraz, jak przez rurkę, którą mu wszyją tu, tak poka­zuje pożółkłymi palcami, będzie można palić papierosy?

Sztach. Trucizna rozchodzi się przyjemnie w płu­cach, potem z krwią przyćmiewa mózg.– Obok leży młody alkoholik. Na pytanie: Co pan właściwie zrobił dobrego w życiu?, odpowiada z dumą, że sprowadzał tanie samochody z Zachodu. Kolejne py­tanie: Ale co pan zrobił dobrego? – zatrzymuje go na chwilę. Nie rozumie. Patrzy tępym wzrokiem, bo alko­hol rozpuścił mu mózg. Uśmiecha się, by zatuszować zażenowanie. Marskość duszy zmienia go nieuchronnie w żywego trupa. Wkrótce pozostaną mu tylko prymi­tywne odruchy przeżuwania i wydalania, zwykle prosto pod siebie. Po człowieczeństwie nie pozostanie nawet ślad.

Dwie sale dalej młoda dziewczyna walczy z Bogiem. Zamęt, który sprowadziła na świat, wypaczył jej komór­ki i odbił się echem ciężkiej choroby. A przecież ona ma dzieci, musi żyć! Nie tak jak staruszka z siedemnastki. Ta ma już dziewięćdziesiątkę. Nażyła się. Dziewczyna ma sporo planów.

Tyle szarości zalega korytarz. Tak wiele lęku drży w stęchłym od ludzkiej nędzy powietrzu. Coś zrywa się do skoku, drapie posadzkę żądnymi krwi pazurami, wyje, by dopaść, szarpać, wyrwać krwawiący ochłap. Bóg odciąga je łańcuchami, wściekle ujadające demo­ny. Przerażająca sfora ślini się i warczy. Przybyły tu, wie­trząc grzech i śmierć. Gdy staruszka umrze, gdy wypu­ści z ręki różaniec, nie będzie już żadnego powodu, by wstrzymywać rzeź.

TEN DZIEŃ

3 ^.

I przyjdzie ten dzień. Dzień umierania. Z daleka będzie wyglądał jak każdy inny z tysięcy dotychczas dziejących się dni. Rano rozjaśni się świat i czy chcesz, czy nie chcesz, wskazówki zegara przesuną się, po czym przyspieszą, szczególnie wtedy, gdy nie będziesz ich ob­serwował. Wrócą dawne bolączki, a wracając, sprowadzą nowe, których wcześniej nie znałeś.

Jakiś czas zajmie ci odpowiadanie na niechciane py­tania. Potem wpychać będziesz w siebie jedzenie, któ­rego smak już zdążyłeś zapomnieć, po tym jak chemio­terapia zniszczyła twoje kubki smakowe. Żółta kulka, żółtko jajka, jasnobrązowy płyn, miód. Że niby ma ci to dodać sił. Ale sił nie przybędzie.

Zmierzch za oknem zmieni szyby w lustra, a łza, któ­ra już miała potoczyć się po policzku, zawiśnie na kra­wędzi szklistego, nieruchomego oka. Jeśli będziesz miał szczęście, że nie przywiązałeś się zbytnio do pieniędzy czy ludzi, wszystkie twoje obawy ustąpią nagle.

I przyjdzie następny dzień. Pierwszy dzień nowego życia w krainie, w której zegary są niepotrzebne, a blask nigdy nie słabnie.

Dr Andrzej Chodacki

4 ^

^^^^ Dr Andrzej Chodacki ordynator Oddziału Chorób Wewnętrznych Szpitala Parczew.

Autor dwunastu książek własnych z poezją i prozą, współautor ponad trzydziestu.

 Z zamiłowania i pasji pisarz, fotografik, muzyk i kompozytor muzyki symfonicznej do Requiem dla Odkupiciela i Pieśni Zmartwychwstałego.

Laureat pięćdziesięciu pięciu konkursów literackich i fotograficznych. Publikował w lcznych magazynach literackich w Polsce i na całym świecie. (Vide: cz.1CDN.

Oprac. ADMIN

##################### np.pl ######################

Śledź i polub nas:

Dodaj Komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *