CZ.23. LEKARZ ŚWIADEK CUDÓW
Autor: dr Andrzej Chodacki
Motto: „Głównym celem życia jest powiększać zgodnie z naszymi zdolnościami, naszą wiedzę o Bogu i pod Jego wpływem wielbić Go oraz Mu dziękować”. J.R.R. Tolkien
Książka Lekarz Swiadek Cudów została wydana nakładem Wydawnictwa Petrus z Krakowa – rok wydania 2023 ( wznowienie 2024):https://www.wydawnictwopetrus.pl/
Składam podziękowania na ręce Pana Doktora Pawła Piotrowskiego, Dyrektora Wydawnictwa Petrus, za wszelką życzliwość oraz wiele lat promocji wartości ogólnoludzkich i chrześcijańskich w wydawanych przez Wydawnictwo Petrus książkach,
BĘDZIESZ MI POTRZEBNY

Przypomniałem sobie ten dyżur po wielu latach. Dlaczego właśnie teraz? Może dlatego, że wydarzenie o którym chcę opowiedzieć było niezwykłe. Jawna interwencja Boga rozegrała się na moich oczach i tylko ja mogę wam dziś o niej opowiedzieć. Dla pozostałych ludzi, którzy byli wtedy zaangażowani w reanimację Eugeniusza Z., był to zwykły dzień pracy. A dla Eugeniusza był to ostatni dzień jego życia.
Siedziałem w gabinecie internistycznym w SOR i przyjmowałem kolejną pacjentkę do swojego oddziału. Mogła być godzina 11.00 przed południem, gdy usłyszałem dźwięk syreny karetki. Taki dźwięk narastający z każdą chwilą to dźwięk szarpiący nerwy. Oznaczał, że załoga karetki wiezie kogoś w ciężkim stanie. W zdecydowanej większości przypadków do tych ciężkich stanów wzywany był lekarz dyżurny z interny, a w tym dniu właśnie ja pełniłem takie obowiązki. Dźwięki syreny urwały się przed szlabanem odgradzającym szpital od ulicy. Potem na korytarzu usłyszałem ruch świadczący o tym, że pacjent jest więziony w stronę sali reanimacyjnej SOR. Do tej właśnie sali przylegały drzwi mojego gabinetu. Nikt mnie jednak nie szukał, uznałem więc, że to może jest chory z wypadku. Gdy moja pacjentka została już zbadana i otrzymała zlecenia, poprosiłem, żeby zaczekała na pielęgniarkę na zewnątrz przed gabinetem, a sam zajrzałem do sali reanimacyjnej. Jeden rzut oka pozwolił mi szybko ocenić sytuację. Troje lekarzy, dwóch ratowników i dwie pielęgniarki uwijali się przy reanimowanym człowieku. Jedną z lekarek była moja koleżanka z oddziału, przyjrzałem się więc pacjentowi leżącemu na stole i poznałem jej wujka Eugeniusza. Lekarz pogotowia uciskał jego klatkę piersiową, a anestezjolog wentylował go workiem ambu.
– Mogę w czymś pomóc? – zapytałem bardziej z grzeczności niż obowiązku, ale nie doczekawszy się odpowiedzi wycofałem się cicho. Czterech lekarzy do jednego chorego to już zamieszanie – pomyślałem.
Właśnie miałem wyjść, gdy poczułem jakiś dziwny niepokój. W moim umyśle powstało coś jakby przekonanie, że powinienem zostać w pustym gabinecie i czekać. Im bardziej chciałem odsunąć tę niedorzeczną myśl od siebie, tym natrętniej powracała, jakby ktoś mówił do mnie „Czekaj, będziesz tu potrzebny”. Odgłosy z gabinetu obok świadczyły o rozwiniętej akcji reanimacyjnej. Dźwięki ładowania defibrylatora powtarzały się wiele razy, mijały kolejne minuty, a ja siedziałem bez celu w pustym gabinecie, choć na górze w oddziale miałem wiele bieżących obowiązków. Jakaś irytacja mnie ogarnęła, bo to przeświadczenie, ciągle silne, że mam na coś czekać, nijak się miało do zdrowego rozsądku. Postanowiłem jednak, że posiedzę tu jeszcze 5 minut. Gdy ustalony w myślach czas dobiegał końca, wstałem z krzesła i skierowałem się w stronę sali reanimacyjnej, która wydawała się teraz dziwnie cicha. Zajrzałem do środka, akurat drzwi naprzeciwko zamykały się. Na środku dużej pustej sali leżał na stole Eugeniusz. Wokół porozrzucane były gaziki, opakowania po strzykawkach i opatrunkach. Nabrzmiała cisza ciążyła w tej pustce. Podszedłem do Eugeniusza, by pomodlić się chwilę, jak miałem w zwyczaju. Już chciałem wezwać na pomoc świętego Michała Archanioła, gdy drzwi, którymi sale opuścił personel, otworzyły się i stanęła w nich starsza kobieta. Jedno spojrzenie na jej twarz i wiedziałem, że jest to żona zmarłego.
Gdzie się wszyscy podziali? – pomyślałem – ktoś powinien zająć się tą kobietą. Jeszcze kilka minut temu sala była wypełniona ludźmi, a teraz stoję sam nad zwłokam, do których zbliża się krok po kroku zdrętwiała z rozpaczy wdowa. I wtedy zrozumiałem. Dotarło do mnie, że to mnie Bóg powierzył to zadanie. To dlatego miałem czekać, bo byłem Mu tu potrzebny.
Nie miałem jednak czasu na rozmyślania, bo kobieta niepewnie zbliżyła się do stołu. Wyciągnąłem rękę, by podeszła bliżej. Zaczęła opowiadać zdławionym głosem, jak to gorzej się czuł od kilku dni, a to, że zawsze był uparty i do lekarza nie chciał, potem wybuchnęła płaczem. Odczekałem chwilę. Wziąłem ją za rękę, drugą położyłem na głowie zmarłego i zacząłem mówić do niej to, co miała usłyszeć. Odpowiadając na moje pytania opowiedziała mi historię ich życia. Jak bardzo go kocha, jak wiele dobra przyszło przez niego na świat i jak bardzo dziękuje dziś Bogu za to, że przez pięćdziesiąt lat byli razem.
– Pani mąż słyszy – zapewniałem ją – on wszystko słyszy.
Gdy zakończyło się to ostatnie pożegnanie, wyprowadziłem ją na korytarz, gdzie siedziała moja koleżanka, lekarka z oddziału. Bezgłośnie poruszyła ustami, a jej oczy mówiły do mnie:
– Dziękuję.
„Będziesz mi potrzebny”. Czy uwierzycie, że po to zatrzymał mnie tego dnia Bóg? „Będziesz mi tutaj potrzebny”. Zrobiłem więc to, czego ode mnie oczekiwał, sam zdziwiony sposobem, w jaki przeprowadził swoją wolę. Wiedziałem jednak, że teraz mogę iść na górę do swoich chorych. Dobrze jest być potrzebnym.
Dr Andrzej Chodacki
###***###

Dr Andrzej Chodacki ordynator Oddziału Chorób Wewnętrznych Szpitala Parczew.
Autor dwunastu książek własnych z poezją i prozą, współautor ponad trzydziestu.
Z zamiłowania i pasji pisarz, fotografik, muzyk i kompozytor muzyki symfonicznej do Requiem dla Odkupiciela i Pieśni Zmartwychwstałego.
Laureat pięćdziesięciu pięciu konkursów literackich i fotograficznych. Publikował w licznych magazynach literackich w Polsce i na całym świecie. (Vide: cz.1) CDN. Dziękujemy! / Opracował. ADMIN
Redakcja np.pl przesyła Panu Doktorowi Andrzejowi Chodackiemu SERDECZNE GRATULACJE z okazji uhonorowania Go DYPLOMEM W KONKURSIE DIAMENTY KULTURY Województwa Lubelskiego / Parczew
Od red. np.pl: DZIĘKUJEMY I POZDRAWIAMY
########################## np.pl ###########################
