Cz. 2.ZASŁUŻONY POLAK, ŻOŁNIERZ, KAPŁAN

Motto: „Na przywitanie dostojnego gościa dziecięce szkielety zaśpiewały: Czy zginąć nam przyjdzie wśród boju, czy w tajgach Sybiru nam zgnić, z trudu naszego i znoju. Polska powstanie by żyć” / ks. Józef Janus.

Dla naszepismo.pl przekazała p. Klementyna Zieleniewska /Melbourne

(>>>) Raz jeszcze, poza granicami Polski okazywał wiele serdeczności ludziom potrzebującym zarówno pomocy duchowej jak i materialnej. Od wczesnych godzin rannych do późnego wieczora odwiedzał ciężko chorych w domach i szpitalach, sprawy urzedowe, kupował lekarstwa i żywność. W razie potrzeby stawał się pielęgniarzem, szczególnie u starszych i samotnych.

O.MARCIN

Co sobota odwiedzał. polską szkołę imienia Abpa Józefa Gawliny w Polskim Domu „Milenium” w Footscray. Nie zapomniał o kolegach z wojennych frontów, którzy ciężko pracowali i marzyli o powrocie do Ojczyzny ale nie pod rządami komunistów O. Marcin od samego rana był bardzo zajęty – o 7:30 odprawiał codzienną Mszę św. w kaplicy klasztoru sióstr Józefitek w West Footscray, wcześniej odmawiając część brewiarza, modlitwy poranne, i officjum na cześć Matki Najświętszej, a po Mszy św. trwał w dziękczynieniu, kończąc modlitwą różańcową. Na śniadanie już nie wracał, ale jechał do najdalszego szpitala, aby w ciągu dnia odwiedzając chorych wracać do szpitala w Footscray czy w Sunshine.

Nie przejmował się gdzie będzie spał i co będzie jadł. W klasztorze św. Dominika w Camberwell, do którego jako dominikanin prawnie przynależał, przyjeżdżał późnym wieczorem w niedzielę. Nieraz wstawał w nocy, spiesząc się do umierających, gdy o przyjazd polskiego kapelana błagała rodzina, lekarze czy pielęgniarki. Uczestniczył w życiu wspólnoty zakonnej, ale w poniedziałek, po ostatniej modlitwie wyjeżdżał aby być blisko rodaków, dla których był wyrozumiałym ojcem, pasterzem, zawsze gotowym im służyć. Odwoził chorych do szpitali i klinik na badanie. Co niedziela w drodze do ośrodkow gdzie odprawiał Msze św. dla Rodaków, zabierał „po drodze” tych co nie mieli transportu a chcieli być na polskiej Mszy świętej. Bardzo pomagał w załatwianiu spraw urzędowych, a nawet brał udział w procesach sądowych Polaków. Tlumaczył nieraz sędziemu, że oskarżeni nie tyle weszli w kolizję z prawem, ile wykazali się słabą znajomością języka angielskiego i nieznajomością nowych dla nich zwyczajów. Dzięki takiemu wstawiennictwu, rozprawy kończyły się często jedynie upomnieniem. Miał opinię kapłana „łatwowiernego” o gołębim sercu. Ilekroć go ostrzegano przed naciągaczami, alkoholikami, słuchał w milczeniu, a otrzymne pieniądze, ubranie czy obuwie, oddawał tym, którzy nic nie mieli. Ubolewał nad organizacyjnym rozbiciem Polaków, prywatą w życiu społecznym, brakiem zaiteresowania w utrzymaniu polskości.

Modlitwa przy Pomniku Powstańców na grobie mjr. S. Rakowskiego

Kiedy w roku milenijnym zabrakło kandydata na stanowisko prezesa czołowej organizacji, o. Marcin zgodził się podjąc funkcję i wówczas powiedział: „Skoro nie ma konia to niech osioł ciągnie”.

O.Marcin z dziećmi Polskiej Szkoły Sobotniej Stow. Polaków w Kingsville 27 sierpnia 1961

Lubił spotkania z mlodzieżą harcerską i dawnymi kolegami z wojska.Jako major wojsk polskich należał do Stowarzyszenia Polskich Kombatantów, brał czynny udział w działalności stowarzszeń polonijnych, maszerował z kombatantami w paradzie Anzac Day i jadł wojskową grochówkę po defiladzie w Polskim Domu im. Tadeusza Kościuszki.

Z wdzięcznością wspominał gospodarzy Marię i Teofila Marciniaków u których przez trzynascie lat w ramach bezinteresownej gościny zajmował pokoik w ich domku na West Footscray, a oni z poświęceniem pomagali mu w pracy duszpasterskiej. Pani Maria rozprowadzała polskie kartki świąteczne, opłatki i dewocjonalia, a pan Teofil grał na organach podczas wspólnego śpiewu pieśni religijnych.

Ks. Kardynał K.Wojtyła w rozmowie z O. Chrostowskim w Yarraville 1973 r.

Obowiązki duszpasterza spełniał pomimo wieku i choroby nowotworowej. Poinformowany przez lekarza o stanie zdrowia, zwracał się trzykrotnie do polskiej prowincji o przysłanie następcy i powrót do kraju. Niestety kandydaci nie spełniali warunków zdrowotnych wymaganych dla stałego pobytu w Australii.

Dopiero w czerwcu 1974 roku, tuż przed powrotem o. Marcina do Polski, otrzymałem od władz australijskich promesę wizy. W połowie czerwca 1974 roku zanim udałem się do Australii powitałem O. Marcina na lotnisku w Warszawie. Zmęczony chorobą i podróżą zamieszkal w klasztorze św. Jacka w Warszawie. Ponieważ jednak wymagał stałej opieki lekarskiej, po kilku dniach przyjęto go na leczenie do Szpitala Onkologicznego. Przez ostatnie dwa tygodnie przyjmował tam znajomych, którzy przyjeżdżali z daleka aby odwiedzić swego dobroczyńcę. Codziennie wysyłał wiele kart pocztowych do AUSTRALII, Nwej Zelandii i Anglii. Mimo choroby nigdy nie skarżył się, że wizyty go dręczą. Lekarze i pielęgniarki z podziwem mówili o dzielnym cierpliwym pacjencie.

Odszedł do Pana w poludnie 31 lipca 1974 roku.. W ceremoniach pogrzebowych wzięli udział przebywający na urlopie w Polsce księża z Australii: ks. Lucjan Jaroszka i ks. Mirosław Gębicki, chrystusowiec. Rodakow z Melbourne reprezentował p. Tomasz Ostrowski.

Na grobie O. Marcina złożono wieniec z szarfą: „Od Polaków z Melbourne”. Spoczął na cmentarzu na Służewie, obok współbraci zakonnych z warszawskich dominikańskich klasztorów św. Dominika i św. Jacka.

Odznaczenia i pogrzeb O. MARCINA

W lutym 1975 roku po 14 latach pobytu O. Marcina zjawiłem się jako następca w duszpasterstwie Polaków dla zachodniego Melbourne. O. Marcin zdążył mnie przygotować do czekających obowiązkw. Stale powtarzał: „SPOTKA TAM OJCIEC DOBRYCH LUDZI”. Przez ponad 20 lat ta opinia niezwykłego pasterza rozmiłowanego w Bogu i Ojczyźnie potwierdziła się.

I chociaż po 30 latach zatarł się napis na kamieniu nagrobnym, „pamięć o dobrym Ojcu żyje pośród Polaków w Melbourne i na polskiej ziemi” – jak mówil sprawozdawca z rocznicowej Mszy św.

O. Rajmund Koperski OP (Warszawa)

A my redakcja za te dobre słowa w Tygodniku Polskim wyczytane i Czytelnikom np.pl dzięki Pani Zieleniewskiej przekazane, serdecznie DZIĘKUJEMY! O jakości zdjęć wspomniałem w cz.1.

########################## np.pl ###########################

Śledź i polub nas:

Dodaj Komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *