Mój przybrany dziadek, lub wujek Mike
AUTOR: JAREK MICEWSKI


Zachęcony przez Panią Jolantę V Miarka wędrówkami po Tasmanii, wyspy prawie dla Polaków w Polsce mało znanej – bo słyszałem w rozmowie z młodymi osobami, że mylili miejSce geograficzne mówiąc o Toscani {WŁOCHY} zamiast o Tasmanii. Były już artyluły o żołnierzach z Armii Andersa i o żołnierzach Gen. Maczka, ale to co wyszukałem jest bardzo ciekawe bo aż zanotowane w tasmańskich rządowych archiwach. Niestety nie mogłem wyszukać autora/autorki tego tekstu ale jest logo dzięki któremu można nawiązać kontakt i z niego korzystać aby dowiedzieć się czegoś więcej.
Mój przybrany dziadek, lub wujek Mike, jak go nazywaliśmy, rzeczywiście mieszkał daleko od domu. Wiemy bardzo niewiele o jego życiu przed II wojną światową.Urodził się w Łużycach*, na terenie ówczesnej Polski, około 1914 roku. Jego rodzicami byli Bazyli i Fdokaj. Miał dwie siostry: Olgę, która była już mężatką w chwili jego narodzin, i Elżbietę, która była od niego dwa lata starsza. Główne miasto w pobliżu miejsca jego urodzenia znajdowało się na dużej wyspie na środku rzeki Minuty i miało cztery różne mosty prowadzące z wyspy. Ostatecznie odkryłem, że znajdowało się ono na terenie dzisiejszej Białorusi.

W czasie wojny Rozpoczął polską służbę wojskową w 1939 roku, ale był jednym z pechowych żołnierzy schwytanych przez Rosjan i wysłanych do obozu jenieckiego. Nie jestem pewien, gdzie to było, ponieważ nie mam dokumentów wojennych wujka Mike’a. Jednak 17 sierpnia 1941 roku, po 18 miesiącach w obozie, Rosjanie uwolnili wszystkich swoich polskich jeńców wojennych w ramach „amnestii”.
Po tym wydarzeniu powstała Armia Andersa, która znalazła się pod kontrolą polskiego rządu na uchodźstwie z siedzibą w Anglii. Wujek Mike był jedną ze 115 000 osób, w tym kobiet i dzieci, które rozpoczęły długi marsz przez Rosję do Guzar w Uzbekistanie, przez kraj nad Morze Kaspijskie i dalej do Iranu. Wielu zmarło w trakcie marszu z powodu zimna, głodu, chorób i wycieńczenia. Rodziny żołnierzy pozostały w Iranie, a w ciągu kilku następnych miesięcy udały się do różnych obozów dla uchodźców na całym świecie. Armia szkoliła się w Iraku i Palestynie, gdzie wujek Mike poznał swojego kuzyna Wiktora, który wciąż żył i służył w 2. Korpusie Polskim. Podczas pobytu w szpitalu wujek Mike musiał podjąć decyzję, czy kontynuować podróż z Armią Andersa, aby walczyć we Włoszech, czy udać się do innego szpitala w Anglii, aby wyleczyć się z malarii. Udał się do Szkocji, gdzie stacjonowała wówczas Armia Polska. Po przeżyciu malarii wstąpił do 1. Polskiej Dywizji Pancernej w 8. Batalionie Piechoty Strzelców, znanej jako „Krwawe Koszule”. Zacząłem zgłębiać szczegóły walk tej grupy i kiedy rozmawiałem o tym z wujkiem Mikiem, był bardzo dumny z następujących wydarzeń:
· W lipcu/sierpniu 1944 roku polska 1. Dywizja Pancerna pod dowództwem generała Stanisława Maczka została przydzielona do 2. Korpusu Kanadyjskiego.
· 19 sierpnia w kotle Falaise, gdzie dywizja pomogła zamknąć Niemcom drogę ucieczki przez strategiczną pozycję na wzgórzu 262.
· 12 kwietnia 1945 roku, kiedy wyzwolili Stalag Oberlangen, w którym przebywało 1728 kobiet i dzieci Armii Krajowej.
· 6 maja 1945 roku, kiedy dywizja podniosła flagę nad Wilhelmshaven, główną bazą okrętów podwodnych w Niemczech .Po 1945 roku Po wojnie Brytyjczycy nie wiedzieli, co zrobić z polskimi żołnierzami, ponieważ wielu z nich bało się wracać do ojczyzny, która znajdowała się pod rządami komunistycznymi. Dlatego rząd brytyjski utworzył Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia, w którym szkolono żołnierzy do życia jako rolników i robotników w nowym kraju.Zorganizowano również wielu z nich do emigracji. Ostatni znany adres wujka Mike’a to obóz Rougham w Surrey w Anglii.

W drodze do nowego życia w Australii: Wyruszył 2 lipca 1948 roku w podróż do Australii na pokładzie liniowca Strathnaver i do 9 sierpnia osiedlił się w Brighton Camp na Tasmanii. Na karcie przylotu do Wspólnoty Narodów Australii, przechowywanej w Narodowych Archiwach Australii, wpisał „kawaler” w kontekście stanu cywilnego, ale skreślono to jako „żonaty”. Nigdy nie powiedział nam, czy to prawda, ale informacja ta została znaleziona w lokalnej gazecie.
Rozmawiając z wujkiem Mikiem, mówił z bardzo silnym polskim akcentem, ale bardzo precyzyjnie po angielsku. Został odznaczony wieloma medalami, Mój ojciec i ja próbowaliśmy ustalić, za co je przyznano. Do tej pory zidentyfikowaliśmy Gwiazdę 1939/45, Gwiazdę Francji i Niemiec, Medal Obrony, Medal Wojenny 1939-45, Krzyż Ochotników Kombatantów (francuski) oraz co najmniej dwa polskie medale.
Wujek Mike pojechał do Londynu w 1982 roku, aby odebrać medale. Większość jego dokumentów jest po polsku, ale udało nam się przetłumaczyć część z nich.
Wujek Mike spędził wiele lat pracując dla Hydroelektrowni w Bronte na Wyżynie Tasmańskiej. On i tata często tam wracali, ale szczególnie wtedy, gdy odbywały się tam kleżeńskie zjazdy i byłych pracowników. Pamiętam niektóre z nich, ale nie to, kiedy zrobiono to zdjęcie.

Takie są historie naszych Rodaków. A przysłowie zobowiązuje, że Tam gdzie są Polacy tam jest też i Polska!!! I to drugie, gdyby Polacy z niemieckim najeźdźcą nie walczyli to byśmy i my dzisiaj nie żyli !!!
Jarek Micewski/ NZ
##################### np.pl ###################

Ciekawy jest ten artykulik, który tak wiele mówi. Mówi więcej o prywatnym życiu człowieka, niż o jego zasługach i orderach. Mówi o tym, że każdy człowiek swoje prywatne życie sam dźwiga i z sobą na wieki zabiera. A ci którzy go przezyją nowy życiorys mu piszą [Zbigniew Herbert „a kornik napisze Twój uładzony życiorys”/ Pan Cogito] Ale cieszy to, że ktoś już w Australii na Tasmanii urodzony i wychowany tak miło i życzliwie o Wujku Mike pisze.
Dzięki Panie Jarku
Kasia Skoczowska, Tas.
Jest napisane (…) Mój przybrany dziadek, lub wujek Mike urodził się w Łużycach*,” i przy tym jest gwiazdeczka, bo mi coś nie współpracowało. Ta rzeka Minuta i Łużyce, ale tu chodziło rzekę Minuta w Łużkach.
Jarek M.
Takie artykuły są nam potrzebne. Wiedza o naszych przodkach jest najlepszą polską historią, prawdziwą i nieprzekłamaną. Piękny młyn. Nigdy takiego nie widziałam. Wspaniały przekaz, Panie Jarku.
Lidia